PopKulturowy Kociołek:
Magical Drop VI po krótkim uroczym kolorowym intro wita nas prostym i przejrzystym menu, w którym istnieje możliwość wyboru naprawdę szerokiego spektrum trybów zabawy. W przypadku rozgrywki dla pojedynczego gracza już na samym początku mamy dostęp do trybu fabularnego (o nim trochę później), pojedynku, trybu przetrwania i trybu łamigłówki oraz dwóch zablokowanychPopKulturowy Kociołek:
Magical Drop VI po krótkim uroczym kolorowym intro wita nas prostym i przejrzystym menu, w którym istnieje możliwość wyboru naprawdę szerokiego spektrum trybów zabawy. W przypadku rozgrywki dla pojedynczego gracza już na samym początku mamy dostęp do trybu fabularnego (o nim trochę później), pojedynku, trybu przetrwania i trybu łamigłówki oraz dwóch zablokowanych opcji zabawy.
Jeśli chodzi o wspomniane zablokowane tryby, są nimi: Ścieżka przeznaczenia oraz Karawana. Pierwszy z trybów (odblokowywany po przejściu kampanii) stawia nas przeciwko trzem innym przeciwnikom sterowanym przez SI i swoją ogólną konstrukcją dość mocno przypomina tryb fabularny. Moim zdaniem jest to jedyny wariant gry, który nie ma tu większego sensu i nic specjalnie do rozgrywki nie wnosi. Nie ma też większego parcia, aby go sprawdzać po jego odblokowaniu. Zupełnie inaczej jest z trybem „Karawany” (odblokowana po zdobyciu 100 000 punktów w trybie przetrwania- co zajmuje naprawdę kawałek czasu). Zabawa jest tu w sam raz na krótką, szybką, acz intensywną sesję. Ponownie wymusza ona rozruszanie mózgu, dodatkowo oferując pewne urozmaicenia w postaci ciekawych mini-gierek.
Najważniejszym i zarazem najbardziej rozbudowanym trybem jest tutaj oczywiście kampania dla pojedynczego gracza. Ogólne zasady wydają się być banalnie proste. Poruszamy się po ikonach rozmieszczonych na mapie i stawiamy czoła kolejnym przeciwnikom. Walka opiera się na niszczeniu kolorowych „kropelek” (ustawiając min. trzy bąbelki tego samego koloru w pionie) i zdobyciu określonej ilości punktów (licznik maleje po każdym udanym combo), zanim zrobi to przeciwnik. Brzmi banalnie prosto, prawda? A takiego…
Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi to kiedyś napisać (w przypadku wariacji Tetrisa), ale dla mało doświadczonego gracza (nie znającego doskonale zasad serii lub takiego, który zapomniał „jak się w to gra”) próg wejścia w tytuł jest dosyć wymagający. Przyznaję, że ja sam samouczek pominąłem. Skutki tego odczułem już w pierwszej walce, nad którą spędziłem ponad 20 minut (niezliczona ilość porażek i to na najniższym poziomie trudności). Kolejna potyczka okazała się już barierą nie do przejścia, potęgując moją frustrację. Jeśli więc chcemy czerpać pełną przyjemność z rozgrywki (i niepotrzebnie się nie denerwować), nie pisząc już o chęci przejścia gdzieś dalej niż pierwszy oponent, to odwiedzenie samouczka zaraz po odpaleniu gry jest pozycją obowiązkową. On sam pozostawia trochę do życzenia, mamy tu bowiem do czynienia z dużą ilością tekstu do przeklikania okraszoną umiarkowanie szczegółowymi grafikami. Jego „zaliczenie” sprawia jednak, że zabawa staje się prosta do opanowania.
Jeśli chodzi o czysto fabularną stronę kampanii, to historia opiera się na sprawdzonym motywie ratowania świata. Czy trzeba coś więcej na ten temat pisać? Raczej nie. Tak naprawdę opowieść jest bowiem jedynie pretekstem do kolejnych „bąbelkowych” pojedynków i w pewnym momencie przestajemy nawet czytać pojawiające się przed walkami dialogi (niektóre są nawet śmieszne, ale większość jest skrajnie infantylna).
Same pojedynki (aby zwerbować bohatera/ odblokować jego kartę w innych trybach, trzeba go pokonać dwukrotnie) pomimo swojej uroczej otoczki i sporej intensywności potrafią być dość powtarzalne. Twórcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę i postanowili w pewny dość udany sposób urozmaicić rozgrywkę fabularną. Podstawowe walki przeplatają się tu z troszkę bardziej wymagającymi wyzwaniami (różnego rodzaju określone parametry zwycięstwa) oraz możliwością wyboru dalszej drogi poruszania się po mapie (liczne rozwidlenia). Wszystko to sprawia, że jeśli chcemy odblokować pełną paletę bohaterów, musimy tryb kampanii zaliczyć kilkukrotnie. Pomimo zauważalnej przeciętności samego scenariusza, zabawa jest na tyle przyjemna, że nie jest to w żaden sposób nużące. Wręcz przeciwnie z wielką chęcią odpala się tytuł na krótką sesję, aby chwilę wolnego czasu spędzić z „magicznymi kropelkami” i pokonać kilku niezwykłych oponentów.....
https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-gry-magical-drop-vi-switch/… Expand